Od pewnego czasu rosnącą popularnością cieszą się w Polsce niestandardowe sposoby dzielenia wiedzą i jej tworzenia. Można obserwować wysyp barcampów, niekonferencji, rozwijają się (media)laby. Jedną z ostatnich nowości jest booksprintowa forma pracy.
Chociaż sama metka "booksprint" funkcjonuje od niedawna, a w Polsce w listopadzie miało miejsce prawdopodobnie pierwsze twórcze spotkanie korzystające z tej etykiety, forma pracy nie jest najnowszym wynalazkiem. Wspólne pisanie książek zdarzało się już w przeszłości. W sprincie pisarskim akcent kładzie się jednak nie tylko na współpracę, ale również bardzo krótki czas produkcji. W booksprincie Medialabu Warszawa, w którym brałem udział, na napisanie książki przeznaczono zaledwie dwa dni.
Poza warszawskim projektem miałem możliwość uczestniczyć w dwóch działaniach. Projekt "Hakowanie Uniwersytetu" zasadzał się na podobnym pomyśle twórczym - pod określonym hasłem zebrać w krótkim czasie teksty i złożyć z nich sieciową publikację (ale zdecydowanie wymykał się pomysłowi na napisanie książki w trzy do pięciu dni). Podobnie podczas pracy w ramach projektu "Cyfrowa Przyszłość" - mieliśmy jedno popołudnie na napisanie podsumowania wcześniej przygotowanych raportów.
Wszystkie trzy działania, które mogłem obserwować jako uczestnik miały jedną wspólną cechę - nie udało się ukończyć roboty w założonym terminie i należało poświęcić jeszcze moment na dokończenie pracy w sieci. Podczas warszawskiego booksprintu okazało się, że swobodny dostęp do udziału w wydarzeniu dla wszystkich może zrodzić trudności komunikacyjne i niemal uniemożliwić współpracę. Zwłaszcza, jeśli nie można dojść do porozumienia w zakresie inspiracji czy celów ideologicznych - wystarczy jedna osoba, która chce zrealizować wyłącznie swoje cele i nie chce się zgodzić na kompromis, albo wspólne decydowanie o rezygnacji z niektórych wątków w trakcie dalszych etapów pracy, żeby projekt skończył się kompletną porażką. Na szczęście w Warszawie udało nam się w trudnym momencie podpisać wspólny kontrakt i kontynuować pracę już po rezygnacji niektórych osób.
W przypadku pracy podsumowującej raporty - okazało się, że aby podsumowanie roboty było na wysokim poziomie, trzeba na to więcej czasu niż zakładaliśmy. Należało mieć jeszcze moment na uwzględnienie wszystkich istotnych pomysłów, redakcję, krytyczne czytanie i wprowadzenie poprawek. Jeśli chodzi o książkę na temat hakowania - nie udało się proste przeniesienie pierwowzoru na nasz grunt. Po części z powodu o wiele mniejszego aktywnego zainteresowania akcją i przesłaniem własnych tekstów. Po części ze względu na pionierski charakter pracy i pomysł na wyjście poza samo zbieranie tekstów i podjęcie próby ich otworzenia - wspólnej redakcji również przez osoby, które nie przysłały własnych artykułów.
Booksprint - na co zwrócić uwagę (przydałoby się booksprintowe przygotowanie poradnika na temat booksprintów)
Doświadczenia związane z kolektywnym przygotowywaniem publikacji w krótkim czasie mogę podsumować następująco:
- booksprint świetnie się sprawdza w początkowej fazie prac nad projektem lub podczas pracy nad podsumowaniem - pozwala na szybkie przygotowanie konstrukcji publikacji, jej tematu, celu i zawartości. Wymaga to jednak żmudnej pracy, ścierania poglądów i dochodzenia do kompromisów (co może nie zadowalać w pełni żadnej ze stron) - jak w przypadku medialabowej produkcji. Niezbędne okazało się tam również skorzystanie z prostych metod jak burza mózgów, tworzenie map myśli i zakontraktowanie pracy. W przypadku hakowania niezbędna była praca organizatorów, możliwa w sieci, polegająca na przygotowaniu konkretnego pomysłu i przygotowania wołania o teksty (przypominało to nieco typową pracę nad przygotowywaniem zbiorowej publikacji). "Cyfrowa Przyszłość" wymagała przygotowania solidnych materiałów, które były podstawą do opracowania podsumowania, ale sama metoda booksprintowa pozwoliła nam na bardzo dobre efekty zbierające dotychczasowe osiągnięcia.
- Booksprint wymaga koordynacji - jeśli w dwa dni ma powstać książka, nie ma czasu na spory o to, czyje decyzje są ważniejsze, ktoś musi pilnować harmonogramu, który należy w miarę szybko ustalić na początku pracy. Rola koordynatorki/ koordynatora może być trudna, ponieważ niektórzy uczestnicy mogą uznać, że ktoś narzuca styl pracy i mogą zrezygnować z działania. Pomocne może okazać się zawarcie kontraktu przez osoby biorące udział w projekcie i ustalenie w nim zasad komunikowania, podejmowania decyzji itp.
- Booksprint nie zawsze może być w pełni otwarty - osoby o sprzecznych poglądach, nie znające się wcześniej, nie powinny razem pisać. Niestety, nawet tak pozornie "drobne" kwestie jak wybór licencji powstającej publikacji mogą pogrzebać dotychczasowe wysiłki. Booksprint sprawdzi się w gronie osób zainteresowanych tym samym tematem, ale nie różniących się radykalnie, jeśli chodzi o cel pracy, stosowane metody i wyznawany światopogląd. W przypadku krótkich spotkań dobór (zdecydowanie złe słowo, ale możliwe, że nieuniknione) uczestniczek i uczestników jest konieczny. Dlaczego pisanie nie miałoby być przyjemne?
- Wszelkie wyraźne kwestie sporne należy podjąć już na początku pracy - lub zastanowić się, co może być w dalszej robocie sporą barierą. Unikniemy w ten sposób rezygnacji części osób w zaangażowanej fazie, co mogłoby skutkować zabraniem przez nie swojego wkładu i zubożeniem końcowej publikacji, a nawet zawaleniem całego projektu.
- Booksprint powinien mieć jasno określony cel i w miarę możliwości temat - zbyt długie debatowanie nad celem pracy (może to być eksperymentowanie z metodą, przygotowanie materiałów prezentujących nowe zjawisko/zjawiska, promocja określonych idei itd.) i grupą odbiorców oraz ustalanie lub interpretowanie wstępnego tematu, mogą zabrać czas potrzebny na pisanie. Może się okazać, że część osób, wyczerpana sporem lub brakiem konkretyzacji zrezygnuje, albo że w jeden dzień nie da się już napisać książki.
- Planowanie booksprintu powinno przewidywać dodatkowy czas na dopracowanie projektu - jeśli piszemy tylko w celach eksperymentalnych, eksploracyjnych, żeby poznać metodę, niekoniecznie dodatkowy czas jest potrzebny. Ale jeśli publikacja ma być przygotowana jak najlepiej w jak najkrótszym czasie i służyć określonej grupie odbiorców, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pozwolić sobie na kilka dni, tydzień, maksymalnie dwa na kończenie pracy w sieci. Chyba że grupa przygotowująca książkę to osoby, które się chociaż trochę znają i zrobią wszystko, żeby konkretnego dnia o określonej godzinie książka została opublikowana. W medialabowym działaniu musieliśmy sobie "doliczyć czas", ponieważ niemal cały pierwszy dzień spędziliśmy na decydowaniu o temacie, celu i sporze o zawartość. W akcji hakowania pierwsza część pracy miała booksprintowy charakter, chociaż ze względu na pracę na temat uniwersytetu daliśmy sobie niemało czasu (w porównaniu z dwudniowym sprintem) na przygotowanie tekstów i na dalszą obróbkę.
Booksprintowa forma pracy domaga się dłuższego podsumowania. Pozwoliłem sobie tylko na wrzucenie wątków, które po pewnym czasie od działań, w jakich brałem udział, wydały mi się najistotniejsze (ale przyznaję, że mogłem o czymś kompletnie zapomnieć lub nie pomyśleć). Prawdopodobnie najciekawsze efekty można by osiągnąć, przekazując w ten sposób wiedzę o podstawach określonych zagadnień, prezentując sposób lub sposoby na realizację określonych działań, korzystanie z metod pracy czy próbując przekazać wiedzę na temat obsługi urządzeń, oprogramowania, a także zbierając teksty na konkretny temat.
Zdjęcia: gds cc-by-sa 3.0
Ten tekst, autorstwa Grzegorza D. Stunża jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.





0 komentarze:
Prześlij komentarz