Pomysł mazowieckiego kuratorium oświaty zadziwił uczniów, rodziców i chyba samych nauczycieli. Nie liczy się już tylko uczniowska wiedza, ale intelektualna siła "masy szkolnej" odnotowana w poprzednich konkursach i w trakcie końcowych egzaminów.
Nowy regulamin organizacji szkolnych konkursów w mazowieckiem zadziwia na etapie dopuszczania do etapu rejonowego. Uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów muszą zdobyć minimum 85% maksymalnej liczby punktów, żeby zakwalifikować się do drugiego etapu. Z tą różnicą, że w przypadku gimnazjów liczba dopuszczonych do konkursu rejonowego nie może być większa niż liczba określona we wzorze podanym przez kuratorium. A ten jest tak skonstruowany, że bierze pod uwagę średnik wynik testu gimnazjalnego danej szkoły z ubiegłego roku (im wyższy, tym większa szansa na liczniejsze grono przedstawicieli w kolejnym etapie konkurusu). Niemniej istotna jest także liczba laureatów konkursu z danego gimnazjum w roku poprzednim.
W regulaminie podane jest "ilość uczniów" - na co słusznie zwrócił uwagę Edwin Bendyk, pisząc, że uczniów przestano traktować jak indywidualne jednostki. Stały się w oczach kuratorium konkursową masą.
Sam regulamin nie wyjaśnia, dlaczego zdecydowano się na tak radykalny krok, dając większe szanse już i tak dobrym szkołom. Podobno liczba przystępujących do szkolnych konkursów z roku na rok lawinowo rośnie i przybiera patologiczne rozmiary. Patologią jest raczej dla mnie coraz pewniejsze działanie wrogów egalitarnego szkolnictwa. Szkoły nie tylko rywalizują ze sobą, stając się fabrykami walczącymi o lepszych uczniów, po to by móc na ich pracy zbudować jeszcze lepszy procentowy wynik egzaminu gimazjalnego czy maturalnego. Okazuje się, że władze oświatowe same podkreślają rangę dużych edukacyjnych "graczy" i zamiast zapobiegać nierównościom, własnoręcznie kopią doły oddzielające szkoły elitarne od typowych szkół.
Dla mnie sytuacja jest o tyle niepokojąca, że sam byłem laureatem konkursu polonistycznego w szkole podstawowej, startowałem także z powodzeniem w konkursie geograficznym i chemicznym. Miało to miejsce kilkanaście lat temu, ale nikomu wówczas nie przychodziło do głowy, że uczeń, który przekroczył próg punktów uprawniający do przejścia do kolejnego etapu powinien mieć za sobą jeszcze majestat szkoły. Czyli jej wyniki w egzaminach końcowych i odpowiednią "ilość" laureatów konkursów. Być może uczeń ze szkoły lepszej ma większy kapitał niż ten, który w trudniejszych warunkach musiał zapracować na dobry wynik konkursowy. Czy jednak celem konkursów jest promowanie dobrych uczniów i przygotowanie do gry fair play w przyszłości, czy tylko promowanie tych, którzy na starcie mają lepiej?
Być może kuratorium chce zaoszczędzić w ten sposób czas i pieniądze. Mniej uczniów na kolejnych etapach, to mniejsze potrzeby w zakresie przygotowania sal konkursowych, mniej godzin pracy komisji. Szczerze mówiąc nie wiem, jak wyglądają obecnie konkursy, ale może warto zacząć wykorzystywać nowe technologie do ich przeprowadzania. Sęk w tym, że szkolna pracownia komputerowa ma za mało stanowisk, a nikt jeszcze dzisiaj nie zgodzi się na pracę konkursowiczów przez własne laptopy lub - nie daj Bóg! - z domowego komputera...
Ten tekst, autorstwa Grzegorza D. Stunża jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.






0 komentarze:
Prześlij komentarz