Wystąpienia i dyskusje na Blog Forum Gdańsk oglądałem dzisiaj w sieci, zamiast na żywo. Niewiele to zapewne zmieniło. Wciąż nie wiem, czym jest blog, chociaż jakieś siedem lat temu w wystąpieniu konferencyjnym starałem się zdefiniować zjawisko.
W trakcie długiej debaty na temat tego, czy blogerzy są wolni - o niej za chwilę - najciekawsze było przywołanie przez panią z katedry kulturoznawstwa UG, że blog to web log - czyli sieciowy dziennik pokładowy, albo sieciowe notowanie. A cała debata zaczęła się od zarzutu jednego z pytających, że nie jest blogerem, kto na swoim blogu umieszcza reklamy.
Spowodowało to burzę. Nie przeraziła mnie jednak wymiana argumentów i sprzeczka, co blogiem jest, co nie. Przeraził mnie kontrast pomiędzy uczestnikami z zagranicy i polskimi blogerami. Głównym tematem dla zagranicznych gości była działalność opozycyjna, wolność słowa w krajach, gdzie takiej wolności nie ma, alternatywna sieć wymiany informacji. Głównym tematem dla Polaków było wykrzykiwanie, że reklamy nie zabierają wolności. A zdaniem niejakiego Kominka, który wspaniałym blogerem jest, a o którym nie słyszałem (i zapewne on o mnie również), zadający pytanie jest ignorantem. Moim zdaniem pytanie było ważne, ale przypomnienie o web logu byłoby najlepszą odpowiedzią, zamiast tego reklama stała się wypełniaczem z trocin, zastępczym opakowaniem, który zastąpił dyskusję o wolności...
Liczyłem na to, że po wielkim i pompatycznym wstępie o wolności w Gdańsku, reklamie przyszłej stolicy kultury w 2016, posłucham naprawdę ciekawej debaty. A interesujące głosy można policzyć na palcach, do plusów zaliczyć mogę na pewno prowadzenie panelu przez Vaglę.
Zderzenie, a raczej zestawienie wojujących o prawa jednostki i możliwość głoszenia własnych poglądów z usprawiedliwiającymi się nawzajem z obecności reklam na blogach (na szczęście nie wszyscy paneliści zabrnęli daleko w ten absurd - pan ironiczny, którego nazwiska zapomniałem wypadał całkiem nieźle) wygIądało śmieszno-strasznie. Zamiast rozmowy o wolności blogujących na świecie, rozmowa toczyła się na temat banerków, umów i przyznanie po cichu, że faktycznie niektórzy zastanawiają się, czy opisać np. producenta telewizora, który właśnie się zepsuł, bo może agencja reklamowa promująca telewizory promuje pralki, które świecą się u nas na stronie...
Jutro ruszam "na żywo". Nie pamiętam, na który zapisałem się panel, ale mam nadzieję, że będzie ciekawiej niż podczas pierwszego dnia. Po wielkim trąbieniu o forum w Gdańsku, reklamach i zainteresowaniu masy ludzi zanosiło się na spotkanie na najwyższym poziomie. A dostałem jak na razie suchą, wczorajszą bułkę... (kończę pisać przed 16, kiedy uczestnicy ruszyli na kawę, a nie odbyła się jeszcze debata na temat społecznej i kulturalnej roli blogosfery - oby to zrehabilitowało wcześniejszy ślepy zaułek dyskusji).






0 komentarze:
Prześlij komentarz