Po raz ostatni wracam do spotkania w KRRiT (część pierwsza, część druga). Forum Edukacji Medialnej mogłoby stać się zaczątkiem spójnego kształtowania propozycji dla MEN i szkół w zakresie medialnego kształcenia. Ale nie jestem pewien, czy tak się stanie. Mirosław Filiciak, po jednym ze spotkań Forum, zwrócił uwagę na dużą reprezentację na spotkaniach edukatorów katolickich. Nie wiem, czy ostatnim razem było ich za dużo. Na pewno za mało było różnorodnych pomysłów i wizji, innych od wizji teologów i księży i od byle jakiej wizji MEN. Skupiono się na strategii medialnego przerażania, wskazywania "zła i krwi" i negatywnych następstw funkcjonowania w "wirtualnej rzeczywistości".
Wybaczcie chaotyczność tego wpisu. Zdecydowałem się na publikację, nie chcąc wyrzucać notatek i kilku refleksji, na jakie zdobyłem się w trakcie spotkania. Wracam zatem do notatek, tworzonych podczas prezentacji dr Drzewieckiego, kiedy omawiał nie wydany jeszcze podręcznik edukacji medialnej dla nauczycieli.
Podczas prezentacji odniosłem wrażenie, że wyprowadzanie działań związanych z edukacją ze "zdrowego rozsądku" - a na "zdrowy rozsądek" powoływał się dr Drzewiecki - to faktycznie ubieranie w zdrowy rozsądek konserwatywnych wartości (nawoływanie m.in. do "wychowania do mediów"). Odwołanie do trzeźwego umysłu jest naturalne i jasno określa przywiązanie ideowe. Jednak jako pedagog wyczulony jestem na ukryte ideologiczne założenia. Nie dyskwalifikuje to rzecz jasna prezentowanego projektu, dobrze wiedzieć do jakich ideałów się odwołujemy i z jakiej ideologii wyprowadzane są cele wychowania. Ułatwia to zdecydowanie dyskusję i krystalizuje warunki sporu.
Jednak odwoływanie się do "normalności", "zdrowego rozsądku", nawet jeśli dzieje się podczas szybkiego prezentowania projektu, kiedy nie zawsze jest czas na dokładne ważenie wypowiedzi, może być potraktowane jako nieczysta zagrywka. Bo jeśli jedna ze stron dyskusji ogłasza monopol na "normalność", o dyskusji nie może być mowy, z góry wiadomo, że jedna ze stron wcale nie zamierza dokonywać ewentualnych rewizji swoich pomysłów. Niestety, identycznie może być z niekatolickimi edukatorami, są przywiązani do swoich koncepcji, budowanych na określonych poglądach, a z wzajemnego braku chęci uczenia się od siebie i ścierania w celu wypracowania jednego pomysłu dochodzimy do niemożliwości powstania konsensusu. Ale zabrnąłem za bardzo w rozważania o polityczności, jestem zdania, że spór i rozróżnienie stron sporu jest niezbędne, przy czym w warunkach polskiego systemu szkolnictwa może to prowadzić do walki, która nie przyniesie pozytywnych konsekwencji z racji braku jednej strategii działania, które środowisko mogłoby przedstawić Ministerstwu Edukacji Narodowej. Kto wie, może się mylę i zamiast jednego projektu edukacji medialnej będzie kilka, tak samo dobrych, chociaż skupionych na nieco innych celach (odwołuję do poprzednich wpisów o Forum Edukacji Medialnej).
Kolejna rzecz, na którą zwróciłem uwagę podczas prezentacji, ale może to być złudne wrażenie, ponieważ nie miałem możliwości zerknięcia do książki, to linearny układ propozycji w podręczniku - kolejne omawianie mediów, co być może warto byłoby zastąpić wyjściem od hipermedialnego internetu i kształcenia w zakresie różnorodności medialnej jako części hipermedialnej przestrzeni. Brakowało nacisku na medialną konwergencję i dominowało prezentowanie kolejnych treści jako oddzielnych mediów. Zastanawiam się, czy dzisiejszą młodzież można jeszcze uczyć krok po kroku w oderwaniu od hipermedialnej rzeczywistości, do której są przyzwyczajeni i z naciskiem na historyczne korzenie konkretnych przekaźników.
W trakcie prezentacji zastanawiałem się, czy zamiast tworzenia oddzielnego przedmiotu, nie warto zacząć wykorzystywać umiejętności uczniów na lekcjach i poza nimi i aktywizować ich w zakresie korzystania z mediów, stawiając na wykształcenie kompetencji medialnych (medialnej) w bardziej rozproszony sposób. Prezentacja dr. Drzewieckiego, który mocno agitował za wprowadzeniem przedmiotu wydawała się przedstawianiem propozycji konieczności wprowadzenia zajęć gramatyki w trakcie nauczania języka obcego, chociaż osoby nauczane dawno potrafią pisać i budować złożone konstrukcje, a nie potrafią jedynie nazwać części zdania (ale to tylko robocze porównanie). Zdaję sobie sprawę, że wprowadzenie odrębnych zajęć ma swoje plusy i momentami dawałem się przekonać zwolennikom lekcji edukacji medialnej, w tej sprawie nie mam sprecyzowanego poglądu.
Dr Drzewiecki wspomniał, że marzy o dobrze wyposażonych pracowniach medialnych. Przez własne doświadczenia szkolne, których nie powinienem uogólniać, mam przeczucie, że to zły pomysł. Może lepiej warto wyposażać wszystkie sale w odpowiedni sprzęt lub dofinansowywać zakup określonego sprzętu przez uczniów. Wciąż dochodzimy do sedna - czy tak naprawdę wprowadzenie hasła edukacji medialnej do szkół nie byłoby przewrotem edukacyjnym. Bo wprowadzenie osobnego przedmiotu może być jedynie przystosowaniem do starego systemu, zawłaszczeniem przestrzeni edukacji medialnej potraktowanej jako wiedza "odtąd dotąd" i sprowadzeniem do czegoś w rodzaju nauczania religii na ocenę.
Zatem i zwarta propozycja jednego przedmiotu wydaje mi się w tej chwili słaba, ze względu na oderwanie od realiów, czyli korzystanie z mediów przez uczniów nieustannie, a nie tylko podczas zajęć, a także z powodu braku wizji edukacji medialnej, która mogłaby zadowolić wszystkich, nie wyprowadzanej tylko z katolickiego poglądu na funkcjonowanie rodziny i "wychowywanie do mediów". Szczerze mówiąc, nie wierzę w powstanie programu alfabetyzacji medialnej przygotowanego przez różne grupy. Niestety, pojawiająca się na drugim biegunie wizja MEN, polegająca na rozproszeniu i rozmyciu edukacji medialnej po wszystkich lekcjach również jest kiepska.
Czeka nas zatem długa i zapewne burzliwa, choć prowadzona w ograniczonym składzie, bo tylko przez garstkę zainteresowanych, debata o kształcie edukacji medialnej, przy braku gwarancji, że doprowadzi do jakichkolwiek zmian.
autor: gds
zdjęcie: www.sxc.hu

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.





3 komentarze:
To trochę nie tak. Szkoda, że jeszcze nie ma mojej książki na rynku. Wyraźnie napisałem w niej, że edukacja medialna nie jest i nie wiąże się z żadną ideologią, ani katolicką, ani liberalną. To "narzędzie czyste". Stąd wiele w niej na temat dawnej tradycji uczenia trivium: logiki, retoryki. Stąd idea nowego trivium w szkolnictwie. To, że pracuję na UKSW, uniwersytecie o katolickich konotacjach, wcale nie znaczy, że edukacja medialna w moim wydaniu to ukryta teologia mediów.
Natomiast trzeba raczej przyznać, że edukacja medialna odwołuje się w pewnym stopniu do etyki. Jak wiemy mogą być to różne systemy etyczne, stąd dyskusja mogłaby się toczyć wokół wypracowania pewnej karty praw podstawowych i wartości odbiorcy/użytkownika mediów.
Jak najbardziej jest pole do dyskusji.
Aż tak bardzo się nie upieram nawet przy osobnym przedmiocie, ale w obecnej sytuacji rozrzucanie edukacji medialnej po różnych specjalnościach nie wydaje się równie dobrym rozwiązaniem. Kto kompetentnie mógłby tego uczyć? Czy każdy nauczyciel, który interesuje się tematyka medioznawczą? Analogicznie można przecież napisać w preambule podstaw programowych, że ponieważ wychowanie fizyczne jest dla młodego człowieka bardzo ważne, każdy nauczyciel w ramach swoich zajęć powinien dbać o kondycję fizyczną uczniów.
Szkoda, że tylko raz się Grześ spotkaliśmy i trochę bycmoże padłem ofiarą stereotypu. Mam nadzieję, że będzie okazja podyskutować w realu.
Również mam nadzieję, że jeszcze porozmawiamy. Różnimy się o tyle, że w mojej opinii każda wizja edukacyjna, w tym projekt edukacyjny z zakresu edukacji medialnej, jest projektem politycznym. Edukacja nie istnieje w oderwaniu od ideologii, dlatego nie da się zbudować "narzędzia czystego", niestety. A ewentualne wskazywanie na źródła inspiracji konkretnego projektu, to nic złego. Lepiej, żeby były określone, żeby wynikały, jak piszesz, z określonej etyki, niż żeby to było rozmazane.
Byłoby idealnie, zbudować program, który odpowiada wszystkim i jednocześnie nie jest polityczny w sensie sejmowego kabaretu, ale zawsze jednak będzie zbliżony do poglądów twórców i tych, którzy dany program zaakceptują.
W środę premiera wyników "Młodzi i media", wybierasz się?
dawno mnie nie było w edukatorze
to, o czym piszesz, to świetny temat do dyskusji - czy da się w ogóle zbudować program edukacji bez odwołania do ideologii, czy też pewne elementy (może edukacja medialna właśnie) mogą być niezależne od idei
a może wręcz przeciwnie, trzeba przedstawić kilka projektów edukacji, w tym edukacji medialnej, do wyboru, nie narzucać jednego
pozdr.
Prześlij komentarz