niedziela, 15 listopada 2009
Współpraca w małych grupach
Opublikowano 18:14 by GDS
W serwisie eSchool News opublikowano raport zatytułowany "Small-group collaboration. Technology facilitates learning in small groups". Dlaczego powinniśmy zwrócić się w stronę edukacji w niewielkich zespołach?
W raporcie można przeczytać, w jaki sposób amerykańscy edukatorzy eksperymentują z z metodami pracy grupowej. Oczywiście, nie chodzi tylko o to, by uczniowie podzielili się na zespoły i z ołówkami w dłoniach zabrali za koncepcyjną pracę. Testy, bo tak chyba można określić nowatorskie działania, niektórzy z edukatorów rozpoczęli już w szkołach podstawowych, stopniowo włączając nowoczesne technologie do zespołowej pracy. Jest to jednak łatwiejsze w przypadku starszych uczniów, dla których korzystanie z blogów, wiki i sieciowych komunikatorów jest zupełnie naturalne, to zwyczajne narzędzia wykorzystywane przez nich podczas komunikacji z rówieśnikami.
Naukowcy zainteresowani stosowaniem nowych technologii informacyjnych otwarcie mówią o konieczności edukacyjnej współpracy. A to właśnie umożliwiają nowoczesne kanały komunikowania. Jak mówi cytowany w raporcie Stan Silverman z New Yotk Institute of Technology: "Każdy powinien mieć możliwość współpracy w grupie, ponieważ tak właśnie działa się w prawdziwym świecie. Nikt już nie pracuje samodzielnie i w samotności". Autorzy raportu podają przykład Jima Hirscha, który rzuca pomysł, by wszyscy uczestnicy edukacyjnych zespołów byli wyposażeni nie tylko w laptopy - Hirsch proponuje cztero-, pięcioosobowe zespoły - ale by zespół posiadał swój mini rzutnik. Każda drużyna mogłaby wyświetlać istotne dla całej grupy informacje, zdjęcia itp. wprost na ścianie klasy szkolnej, nie przeszkadzając w pracy pozostałym zespołom.
Co więcej, Hirsch sugeruje, że zespoły mogłyby w tym samym czasie pracować nad zupełnie różnymi tematami. Miałoby to prowadzić do większej indywidualizacji kształcenia i jednocześnie przyczyniać się do rozwoju wielozadaniowości (multitaskingu). Wspominany wcześniej Silverman dodaje, że uczniowie mogliby co prawda pracować w grupach, korzystając z ołówków i kartek do notowania. Ale mają teraz "elektroniczne oczekiwania", zatem rzutnik, z którego korzystałaby cała grupa, pozwalałby im na faktycznie grupową pracę.
Poniżej reklama mini rzutnika, na jaki powołują się cytowani w raporcie. Niekoniecznie mowa w reklamie o edukacyjnym zastosowaniu, ale niewielkie wymiary i lekkość rzutnika rzeczywiście skłaniają do refleksji nad nowymi zastosowaniami tego typu urządzeń.
W raporcie wymienione są również zalety uczenia się w niewielkich zespołach, zebrane przez Program Efektywności Kształcenia uniwersytetu w Oregonie. Jednostki są motywowane do pracy, kiedy mają wspólny cel; poprawia się krytyczne myślenie i wzrasta wiedza o przedmiocie pracy grupy; możliwe jest osiągnięcie celów, które byłyby trudne do realizacji podczas samodzielnych poszukiwań. Słabsi uczniowie mają szansę na wyjaśnienie im trudniejszych kwestii przez lepszych uczniów, podczas gdy lepiej zorientowani w temacie zyskują głębsze zrozumienie w trakcie werbalizacji i wyjaśniania zawiłych kwestii koleżankom i kolegom. Dość ważne, chociaż przez konserwatywnych nauczycieli może to być opacznie zrozumiane, że uczniowie przestają traktować nauczycieli jako jedyne źródło wiedzy.
Raport eSchool News jest dla mnie kolejnym przykładem sygnalizowania, że należy zastanowić się nad stosowanymi metodami i narzędziami pracy. Cieszy mnie, że kolejna publikacja potwierdza moje własne refleksje na temat przyszłości pracy w szkolnej klasie, które prezentowałem w artykule "Kultura popularna + (nie)popularna szkoła = (popularna) edukacja 2.0". Pozwolę sobie zacytować fragment tekstu, gdzie prezentuję wyobrażoną sytuację w klasie, niewiele odbiegającą od pomysłów Amerykanów:
"Sala szkolna. Po ostatniej lekcji, podczas której nauczyciel prezentował podstawy zagadnienia, część praktyczna. Uczniowie zgrupowani w niewielkich zespołach, siedzą swobodnie przy dużych owalnych stołach. Dyskutują na temat problemu, jaki mają rozwiązać. Z kolegami z innych zespołów konsultują się od czasu do czasu przez tekstowy komunikator. Każdy siedzi przy własnym przenośnym komputerze, wspólnie edytują notatkę z przebiegu zadania, robią to kolektywnie, edytując dokument w "google dokumenty". Poza tym znaleźli nowe informacje na zadany temat, w związku z tym zmieniają zawartość klasowego wiki. Na blogu projektu umieścili najnowszy film z youtube wraz z krótką krytyczną refleksją. Przedstawiciele pozostałych grup zdążyli już skomentować, że to jeszcze nie to, bo w trakcie własnych poszukiwań, co prawda na inny temat, odnaleźli lepszy materiał w jednym z naukowych czasopism znalezionym w zasobach "Directory of Open Access Journals" i zdjęcia w serwisie flickr, opublikowane na licencji creative commons nc-sa-by. Umieszczają linki w komentarzu pod postem kolegów. Dyskutują na wspólnym forum na temat formy finalnej wersji, którą będą prezentować przed całą klasą. Czy warto przedstawić linearną prezentację, przygotowywaną po lekcjach przez internet przy użyciu sieciowej usługi "google dokumenty" czy też zrobić aktualizowane wiki lub serwis na Wordpressie? Nauczyciel od czasu do czasu włącza się w dyskusję jako jeden z uczestników, który nie narzuca, ale z racji swojej pozycji proponuje inne, czasami bardziej sprawdzone rozwiązania, dorzucając linki do klasowego konta w del.icio.us i publikując kilka refleksji na ten temat w formie podcastu na swoim blogu. Sugeruje również możliwe obszary poszukiwań".
Osobiście jestem zwolennikiem jak najszybszego wprowadzenia do szkół nowych technologii, zdaję sobie jednak sprawę, że największą barierą jest konstrukcja systemu szkolnictwa, który uznaje za odchylenie wszystko, co odstaje od tradycyjnego schematu komunikacyjnego, świadomie określanego przeze mnie mianem "nauczyciel - peryferia". Na pewno dałoby się jednak znaleźć w Polsce nauczycieli i wykładowców, którzy świadomie rezygnują z tradycyjnych form lekcyjnych, ćwiczeniowych i testują nowatorskie rozwiązania. Testy tego typu mogą być zupełnie nietrafione, ale jeśli nie ma odpowiednich think tanków - dopiero się rodzą - które mogłyby promować określone rozwiązania, trzeba działać nieco po omacku, na chybił trafił. A wnioski z podobnych działań, przedstawiane wzajemnie przez eksperymentatorów mogą przyczynić się do powstania silnego ruchu na rzecz zmian edukacyjnych. Nie tylko w zakresie wąsko rozumianej edukacji medialnej, którą wciska się gdzieś na margines szkolnej informatyki. Pojmowanej raczej jako nauka stosowania mediów i wykorzystywanie ich zarówno w formalnym jak i pozaformalnym procesie uczenia się.
Sam należę do grona beta-testerów. Podczas zajęć ze studentami stawiałem na pracę w grupach, realizację projektów z wykorzystaniem sieciowych narzędzi komunikacji, tworzenie bazy dyskusji i wiedzy w sieci, dostępnych o dowolnej porze dnia i nocy. Oczywiście, nie mam recepty na sukces, ale warto próbować. Inaczej będziemy skazani na rozwiązania zza oceanu, które nie zawsze będą odpowiednie dla polskiej rzeczywistości, a ich długotrwałe wdrażanie, jako niestosowanej w Polsce metody, może okazać się spóźnione, biorąc pod uwagę tendencję do schematycznego stosowania edukacyjnych matryc, często w oderwaniu od refleksji i krytycznej oceny.
autor: gds
źródło: eSchool News

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

No Response to "Współpraca w małych grupach"
Prześlij komentarz