Konferencja Edukacja Warszawska 2.0, która odbyła się 16 października była niewątpliwym wydarzeniem, choć sam pomysł "robienia" edukacji medialnej bez teoretycznego zaplecza jest kontrowersyjny i budzi moje wątpliwości.
Prezentacje uczestników miały bowiem głównie charakter relacji z obserwacji “czegoś” lub uczestniczenia w “czymś”, vide: projekt wolne podręczniki, wikimedia, moodle. To trochę za mało, żeby sygnować wydarzenie (skądinąd potrzebne i ciekawe) szyldem edukacja medialna (z akcentem na edukacja).
Próba budowania teoretycznej bazy pomysłu "Edukacja 2.0" na pracach Jenkinsa zubaża dyskusję. Warto byłoby sięgnąć po kategorie opisu “edukacyjnej przestrzeni mediów”, kategorie, które w pedagogice pojawiły się już kilkadzięsiąt lat temu (pedagogika krytyczna, alternatywna, radykalna - Giroux, McLaren, Illich), czy też 'poczytać polskich pedagogów" - koniecznie: Szkudlarek i jego “Media…” (doskonale opisana kategoria zapośredniczenia)
Nie chcę w ten sposób powiedzieć, że “niepedagogiczna” perspektywa rozmowy o edukacji medialnej nie jest potrzebna. Wręcz przeciwnie. Trzeba jednak pamiętać o tym, żeby nie pozostać w połowie drogi-między “praktycznymi” implementacjami a teoretyczną (pedagogiczną?) dyskusją.
Prezentacje uczestników miały bowiem głównie charakter relacji z obserwacji “czegoś” lub uczestniczenia w “czymś”, vide: projekt wolne podręczniki, wikimedia, moodle. To trochę za mało, żeby sygnować wydarzenie (skądinąd potrzebne i ciekawe) szyldem edukacja medialna (z akcentem na edukacja).
Próba budowania teoretycznej bazy pomysłu "Edukacja 2.0" na pracach Jenkinsa zubaża dyskusję. Warto byłoby sięgnąć po kategorie opisu “edukacyjnej przestrzeni mediów”, kategorie, które w pedagogice pojawiły się już kilkadzięsiąt lat temu (pedagogika krytyczna, alternatywna, radykalna - Giroux, McLaren, Illich), czy też 'poczytać polskich pedagogów" - koniecznie: Szkudlarek i jego “Media…” (doskonale opisana kategoria zapośredniczenia)
Nie chcę w ten sposób powiedzieć, że “niepedagogiczna” perspektywa rozmowy o edukacji medialnej nie jest potrzebna. Wręcz przeciwnie. Trzeba jednak pamiętać o tym, żeby nie pozostać w połowie drogi-między “praktycznymi” implementacjami a teoretyczną (pedagogiczną?) dyskusją.





2 komentarze:
dzięki za uwagi. przypominam, że konferencja nazywała się "edukacja warszawska 2.0" - choć hasło "edukacja medialna" pewnie pojawiało się w opisie. chciałbym też podkreślić, że uczestnicy nie byli obserwatorami jakichś projektów (rzeczywiście, opowiadanie o tym, co inni robią, jest nie aż tak ciekawe), lecz praktykami, prezentującymi swoje projekty. jeśli jest tak, jak piszesz - że pod hasłem 'edu medialna' pedagodzy polscy zabrnęli trochę w ślepą alejkę, to moim zdaniem lepiej jest tę sytuację zmieniać działaniem niż próbować ją prze-teoretyzować. niszowe teorie nie są, moim zdaniem, najsilniejszym narzędziem działania społecznego - w przeciwieństwie do wiki, moodle, itp. można więc najwyżej mieć wątpliwości (i ew. zastrzeżenia), czy praktycy mają odpowiednie podłoże teoretyczne - ale tu spytałbym ich samych, czy jest im ono potrzebne.
W Twojej wypowiedzi uwidaczniają się dwa sposoby myślenia o edukacji medialnej (czy też o edukacji w ogólności). Niestety, "działanie" i racjonalna (komunikacyjna-za Habermasem) skuteczność to pomysł na edukację wpisujący się w tradycję szkoły socjalistycznej-to już ćwiczyliśmy przez kilkadziesiąt lat. Nie można bowiem edukowania sprowadzać tylko i wyłącznie do praktyki uczestnictwa, bo myśląc w taki sposób, musielibyśmy uznać, że wizyta w "zakładzie pracy" w latach 70-tych (tak kształcono w Polsce w szkołach zawodowych) i "bycie blisko" linii produkcyjnej zaworów bimetalicznych, da rewelacyjny efekt. Nie daję oczywiście głowy, że wiedza teoretyczna jest konieczna, aby być "skutecznym", ale z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że bez teoretycznego namysłu nauczyciele-praktycy-animatorzy wpadną, prędzej czy później w pułapkę metodyzmu, algorytmicznego dydaktyzmu i pragmatycznej racjonalności.
Wejdź Alku do szkoły powszechnej i zapytaj nauczyciela wiedzy o kulturze i edukacji medialnej czy ma potrzebę budowania własnego zaplecza teoretycznego i solidnej bazy wiedzy w obszarze wykładanego przedmiotu. Odpowie Ci jasno i jednoznacznie-nie; źle pojmowana praktyka działania pedagogicznego, podpowie mu bowiem, że, aby sprofesjonalizować własną pracę potrzebowałby raczej kolejnej instrukcji metodycznej i zestawu konspektów lekcyjnych. Przez całe lata wmawiano mu bowiem, że o celach kształcenia, treściach, teoriach pomyśli za niego ktoś inny. A on? A on ma być jedynie skuteczny metodycznie i posłuszny instytucjonalnie.
Trzeba mieć również świadomość, że obraz "wyedukowania medialnego" nauczycieli jaki dają takie konferencje, jak Wasza (jeszcze raz podkreślę, że to super ciekawa inicjatywa), jest nieprawdziwy. W Warszawie znajdzie się bowiem kilkudziesięciu nauczycieli zainteresowanych problematyką, z nich natomiast jedynie garstka będzie "działaniowo" wciągnięta w jakichś projekt. Ot, siła działania społecznego...
Prześlij komentarz