niedziela, 1 stycznia 2012

Edukacja publiczna i kultura uczestnictwa

Obejrzałem właśnie dyskusję Liz Losh i Henry'ego Jenkinsa pod hasłem "czy edukacja publiczna może współistnieć z kulturą uczestnictwa", która odbyła się w październiku 2011 w ramach "Mobility Shifts. An International Future of Learning Summit". Niekoniecznie można było usłyszeć nowe refleksje, ale na pewno warto się z nimi zapoznać i raz jeszcze nad nimi zatrzymać.


 Kultura uczestnictwa, czyli nie Web 2.0

Nie zamierzam skracać całej rozmowy, nie interesują mnie również wszystkie podjęte wątki. Zwróciłem uwagę na kilka interesujących, z których część można uznać za zupełnie oczywiste. Punkt wyjścia to zdefiniowanie przez Jenkina terminu kultura uczestnictwa (participatory culture), na co zdecydował się, tłumacząc, że jego pogląd przez lata ewoluował. Zwrócił uwagę, że jest to zestaw społecznych i kulturowych, a nie technologicznych praktyk. Dlatego Sieci 2.0 nie należy traktować jako synonimu dla omawianego terminu, ale jako biznesowy model. Kultura uczestnictwa powinna być traktowana jako rodzaj obietnicy, że ludzie mogą wziąć media w swoje ręce i za ich pomocą zmieniać kulturę, poczynając od swojej kultury lokalnej.

W pewnym sensie oddzielenie Web 2.0 od kultury uczestnictwa, czy raczej potraktowanie jej jako czegoś, co umożliwia partycypację, ale nie jest ona celem udostępniających określone technologie (a raczej, że może być celem, ale pośrednim, prowadzącym do zysku) wydaje się dość istotne. Sama możliwość kontaktu z ludźmi i tworzenia mniej lub bardziej "wirtualnych" społeczności nie oznacza jeszcze powstania mocy sprawczej. Może jedynie stanowić jej zaczyn. Zahacza to o lukę uczestnictwa, związaną z dostępem do umiejętności, doświadczenia i wiedzy, które pozwalają ludziom na uczestnictwo. Sam dostęp do technologii i jej wykorzystanie do kontaktów społecznych nie musi oznaczać faktycznej partycypacji w podejmowaniu decyzji o sobie, grupie w której funkcjonujemy i na wyższych szczeblach, jak wspólnota lokalna czy państwo. Przygotowanie do tego wymaga zdecydowanie szerszych działań edukacyjnych niż tylko kształcenie w zakresie obsługi określonych narzędzi (co sam zauważyłem wielokrotnie pracując ze student(k)ami - świetna umiejętność powierzchownego korzystania ze społecznych mediów, gorzej jeśli narzędzia miały być wykorzystane do realizacji konkretnego, nastawionego na cel działania i wyjścia poza luźne kontakty, ustalenie priorytetów, celu, wyboru metod i podziału obowiązków*). 

Infrastruktura publiczna - podstawa działania

Zdaniem Jenkinsa jedyna infrastruktura, która umożliwia walkę z luką uczestnictwa to infrastruktura dostarczana przez publiczną edukację i publiczne instytucje. Można by się oczywiście w tym miejscu zatrzymać i zapytać - czy na pewno? - ale czy rzeczywiście mamy w tej chwili do dyspozycji porównywalną bazę, pozwalającą na przygotowywanie społeczeństwa choćby w podstawowym zakresie do świadomej społecznej aktywności? W rozmowie Losh i Jenkinsa pojawił się pomysł, że właściwie tylko powrót do szkoły i zapewnienie odpowiedniego przygotowania do kultury uczestnictwa w publicznych szkołach pozwala na pełne przygotowanie społeczeństwa (Jenkins obok szkoły wymienia także publiczne biblioteki). Oparcie walki o kulturę uczestnictwa na zajęciach pozaszkolnych lub wyjściu poza szkołę oznaczałoby pracę z niewielką grupą ludzi. I chyba nie da się uciec od refleksji, że być może całkiem dobre efekty moglibyśmy osiągnąć wracając do "kulejącej" i pozostającej zawsze w tyle szkoły, niż "wysadzając ją w powietrze" i próbując realizować szeroki społeczny projekt w oparciu o faktycznie doraźne, punktowe i prowadzone w małej skali działania (nawet, gdyby udało się zbudować potężną sieć działaczy i działaczek). Co nie oznacza oczywiście, że tylko działania orbitujące wokół szkoły lub nastawione na działanie wewnątrz mają szansę powodzenia. Nielubiana i krytykowana szkoła wciąż może być potraktowana jako świetna baza wypadowa. Jak pisał kiedyś Tomasz Szkudlarek w książce "Media. Szkic z filozofii i pedagogiki dystansu":

Szkoła stanowi w przestrzeni społecznej miejsce zupełnie unikalne - nawet, jeśli została już pozbawiona wiodącej roli w tworzeniu społecznej wyobraźni. Jest bowiem prawdopodobnie ostatnią instytucją, gdzie gromadzą się przedstawiciele wszystkich społecznych grup i kultur, gdzie toczy się rozmowa (czasem bardzo brutalnie przesycona dominacją jednych nad drugimi) o znaczeniach i wartościach zbiorowego życia, gdzie owe znaczenia mogą być ze sobą konfrontowane i gdzie w wyniku konfrontacji mogą powstawać nowe sensy. Podzielam opinię tych pedagogów, którzy uważają - jak H. Giroux - że mimo wszystko, mimo dokonującej się w szkole symbolicznej przemocy i mimo jej silnego uwikłania w reprodukcję kulturowej dominacji elit - jest to miejsce warte obrony przed demontażem, miejsce potencjalnie bardzo znaczące dla budowy nieco lepszego świata niż ten, który zastaliśmy (s. 109).

I chociaż obecnie coraz trudniej o rzeczywiste spotkanie różnorodnych środowisk, pomimo działań osób, którym zależy na demontażu publicznego szkolnictwa nie mamy na szczęście administracyjnego podziału szkół na katolickie i laickie, albo podzielonych dzięki systemowi bonów na jeszcze inne ideologiczne frakcje i oderwane od idei konieczności wyrównywania szans i dawania wszystkim jednakowych podstaw (praktyka nieco temu zaprzecza, ale nie na całej linii).


Szkolny totalitaryzm, braki edukacji nieformalnej i pedagogika wyzwolenia

Temat luki uczestnictwa jest przez Jenkinsa kontynuowany, kiedy zwraca uwagę, że możliwość przygotowywania przez szkołę do kultury uczestnictwa jest związana z koniecznością otwarcia szkoły na nowoczesne narzędzia (jakkolwiek je nazwiemy - urządzenia, gadżety itp.). A to zaledwie pierwszy krok i samo zapoznanie się z technologią nie wystarczy, trzeba jeszcze próbować zrozumieć, co oznacza skorzystanie z technologii i jak można ją wykorzystać. O absurdalnych przykładach ograniczania dostępu do możliwości technologicznych posłuchajcie sami. Mnie utkwiło zdanie Losh, że współczesna klasa szkolna przypomina totalitarne Chiny. Wprowadzanie nowości technologicznych do szkół może być już narzędziem kontroli nie tylko uczniów, ale i samych nauczycieli. Jeśli nie radzą sobie z nowinkami tak, jak powinni (co oceni szkolna administracja lub inne organy kontroli), można obciąć im pensje lub się ich pozbyć. Wprowadzanie nowych narzędzi na lekcje może również rodzić niezdrową konkurencję pomiędzy nauczycielami, a nawet szkołami zamiast skłaniać do skorzystania z potencjału rozwijania współpracy.

Jenkins zwraca uwagę na niezwykle istotną kwestię. Nie jest najważniejsze jak najlepsze wyposażenie i jak najlepszy, czy wręcz doskonały efekt pracy z wykorzystaniem nowych narzędzi. Liczy się samo działanie i wykorzystywanie tych możliwości i sprzętów, które są pod ręką. I jak dodała Losh, nie liczą się gadżety - ipady i inne cuda, ale zaangażowanie. Low tech również pozwala się rozwijać i budować kulturę uczestnictwa. Zatem "zrób to sam" - hasło edu- ,i nie tylko, punków staje się jedną z podstawowych kwestii budowania aktywnego społeczeństwa. Podstawą jest proces tworzenia, a nie efekt. Bo to w trakcie pracy z innymi zbieramy doświadczenia, uczymy się także analizując efekty. Próba osiągania doskonałości już przy pierwszym podejściu mogłaby zabić motywację i radość oraz potencjał różnorodnej interpretacji (byłoby to przecież dążenie do realizacji odlewu z konkretnej, ustalonej wcześniej matrycy). W tym miejscu przydałaby się dłuższa refleksja nad wywiadem "Zamknij się i po prostu to zrób" Alka Tarkowskiego i Agaty Jałosińskiej z Joi Ito. Odniosę się tylko skrótowo, że o ile w trakcie pojedynczych projektów i zdobywania kolejnych doświadczeń długofalowe planowanie nie jest istotne - a o odejściu od starannych planów edukacyjnych przez osoby uczące się mówi Ito - to w przypadku budowania na wielką skalę, a takim projektem jest kultura uczestnictwa i społecznego, długotrwałego uczenia się, nie da się planowania uniknąć. Nie da się także - jak wskazują Losh, Jenkins i Szkudlarek zrezygnować z formalnej edukacji.

W takcie edukacyjnej walki o inne społeczeństwo mogą się pojawić problemy. Jak w jednym z podanych przez Losh studenckich zachowań - jak mówić o tym, co jest właściwe komuś, kto wykorzystuje uczestnictwo w niewłaściwy sposób (np. przy realizacji interesów tylko swojej grupy) lub w ogóle nie ma zamiaru brać udziału? Jenkins z kolei skierował uwagę na problem coraz częstszego dopasowywania się przez studentów do sprecyzowanych wymagań zaliczeniowych (polska szkoła uczy tego kluczami odpowiedzi), przez co znika wiele działań związanych z uczestnictwem, nie wykorzystuje się prawa do stawiania oporu i do wyzwalania z opresji.

* Swoją drogą coraz częściej mam wrażenie, że media społecznościowe to tylko fasada aktywności społecznej - ładna nakładka, która tak naprawdę nie wykracza zbyt często poza "ocieranie się" czy "zlubianie" (o tym ostatnim pisał chyba jakiś czas temu Alek Tarkowski).


Licencja Creative Commons Ten tekst, autorstwa Grzegorza D. Stunża jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

piątek, 30 grudnia 2011

Edukator Medialny 2011

Podsumowania roku mogą przyprawiać o mdłości, ale czasami warto zebrać linki do najciekawszych wpisów. EM robi to po raz pierwszy.


Rok 2011 nie był rokiem radykalnych zmian na blogu. Wspierany jeszcze przez pierwsze miesiące przez studenckie redakcje, przez moment w dwuosobowym zespole, dalej jest jednoosobowym projektem. Nieregularnikiem, gdzie zbierane są krótkie refleksje, szkice i odnośniki do tekstów opublikowanych w innych miejscach i w ramach fejsbukowej aktywności linki do różności i tekstów w EM. Dzięki pisaniu od czasu do czasu w "Edukatorze...", udało mi się poznać (i to w "realu") wiele ciekawych osób i zrealizować wspólnie z nimi interesujące projekty. Kilka kolejnych czeka albo na rozpoczęcie prac (jak "Edulab - laboratorium lokalnych zastosowań mediów", realizowany dzięki Fundacji Orange), albo na decyzję co do sfinansowania, albo wydarzy się niebawem, wystarczy tylko dojechać na miejsce.

Dla mnie 2011 rok był rokiem medialabu. M.in. dlatego, że po chrzelickim Obozie Kultury 2.0, gdzie poznałem w praktyce, czym jest medialne laboratorium, napisałem tekst na ten temat do broszury na temat digitalizacji dziedzictwa i na początku mijającego roku skopiowałem do EM. Również dlatego, że miałem przyjemność współorganizować od końca 2010 i współprowadzić w sierpniu 2011 jeden z warsztatów Medialabu Lublin. W listopadzie poznałem co to booksprint - kolejne hasło, które będzie mi się kojarzyć z końcem tego roku - biorąc udział w projekcie realizowanym przez Centrum Cyfrowe w ramach Medialabu Warszawa i pisząc podsumowanie raportów w projekcie Cyfrowa Przyszłość. Bliżej zainteresowałem się także hakowaniem, przygotowując projekt poświęcony zmianom uniwersytetu. Poznałem w praktyce kilka nowych pomysłów na kolektywne wytwarzanie wiedzy, zbieranie jej i udostępnianie i mam nadzieję, że uda mi się w 2012 kontynuować zdobywanie kolejnych nowych doświadczeń i nadal prowadzić refleksję na ich temat.

W linkach poniżej znajdziecie kopię tekstu, nieco refleksji o (nowych) mediach, trochę sceptycyzmu co do konieczności wprowadzania mediów do szkół, ocenę pomysłu obdarowania uczniów netbukami, fascynację edupunkiem, dwie recenzje książek i relację z booksprintu. Zachęcam do ponownego zerknięcia do tekstów lub przeczytania po raz pierwszy. Zapraszam do działu "Teksty spoza EM", gdzie gromadzone są linki do artykułów opublikowanych przeze mnie poza blogiem. Z radością przyjmę wszelkie uwagi i podyskutuję na poruszane w EM tematy. Zarówno w sieci, jak i przy spotkaniu "na żywo".

Wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom, wszystkim byłym Współpracowniczkom i Współpracownikom oraz wszystkim byłym i obecnym Studentkom i Studentom życzę szczęścia, czasu i pieniędzy na realizację zainteresowań i pełni zdrowia! Do zobaczenia w "wirtualnym" realu i "realnej" wirtualności!

Medialab - laboratorium edukacji (medialnej)  (w EM znajduje się cykl relacji z medialabów i tekstów poświęconych medialabowym działaniom)
Tekst na temat edukacyjnych aspektów medialabu na bazie doświadczeń z Obozu Kultury 2.0 – Medialabu Chrzelice 2010.

Nowe, nowsze, najnowsze... stare. Coraz świeższe technologie pojawiają się niemal z dnia na dzień. Marząc o zmodernizowanej szkole i oparciu programu edukacji (medialnej) o najnowsze narzędzia, zaczynamy błądzić.

Henry Jenkins opisał swoje rozterki związane z ocenianiem w dobie nowych mediów. Czy powinniśmy zezwolić studentom na korzystanie z komputerów podczas egzaminów? Czy możemy sobie jeszcze pozwolić na indywidualne ocenianie?

"Minister finansów zablokował pieniądze, za które rząd miał kupić laptopy dla uczniów. Na wyboistej drodze do modernizacji Polska zrobiła w ten sposób krok do tyłu". Artykuł przeciwko fanatykom "postępu".

Edupunk - hasło ukute kilka lat temu - to termin, który próbuje łączyć punkowego ducha z działalnością edukacyjną.

Szkoła to dzisiaj już nie tylko przestrzeń budynku i okoliczny teren. W szkole to nie zawsze podczas lekcji, na przerwie, zajęciach pozalekcyjnych czy okolicznościowej imprezie.

W internecie pojawiły się dwa przewodniki wskazujące potencjał mobilnej edukacji. Pierwszy przeznaczony dla nauczycieli, drugi dla uczniów. Recenzja.

Pomysł mazowieckiego kuratorium oświaty zadziwił uczniów, rodziców i chyba samych nauczycieli.

Recenzja książki Aleksandry Pezdy "Koniec epoki kredy".

Od pewnego czasu rosnącą popularnością cieszą się w Polsce niestandardowe sposoby dzielenia wiedzą i jej tworzenia. Można obserwować wysyp barcampów, niekonferencji, rozwijają się (media)laby. Jedną z ostatnich nowości jest booksprintowa forma pracy.


Licencja Creative Commons Ten tekst, autorstwa Grzegorza D. Stunża jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Studentki, studenci i media

Studentki i studenci wspierali "Edukatora Medialnego" przez kilka ostatnich lat. W tym roku akademickim nie biorą czynnego udziału w przygotowywaniu bloga (zdarzyło mi się usłyszeć, że młodzież akademicka jest wykorzystywana przy rozwijaniu "serwisu" wykładowcy), ale przygotowują własne. Mając świadomość, że czytam ich wpisy i wybrane zamierzam polecać w EM.

Kilkuosobowe drużyny poza innymi zajęciami mają do przygotowania około pięciu wpisów na okołomedialne i okołoedukacyjne tematy. Z przygotowanych do tej pory wybrałem kilka, na które warto zwrócić uwagę. Spojrzenie młodszych ode mnie osób, zwłaszcza studiujących na pierwszym roku, które zupełnie niedawno opuściły szkołę średnią, może być niezwykle inspirujące. Oczywiście, są to czasami jeszcze poglądy nie do końca sprecyzowane, czasami niezwykle wyraziste, poddające się dominującym trendom, stereotypom. Ale mimo wszystko to spojrzenia świeże, akcentujące co młodym wydaje się ważne, jeśli chodzi o wykorzystanie mediów i interesujące ich tematy. To także szczere teksty, na ile można być szczerym w zleconej, obowiązkowej pracy, która będzie brana pod uwagę przy wystawianiu końcowej oceny.

Poniżej lista odnośników do wybranych artykułów grup studentek i studentów pierwszego roku pedagogiki:

Prościej jest kupić mleko niż wydoić krowę
Pod nóż wzięłyśmy jedną z najgłośniejszych, najbardziej rozpowszechnionych i trwających najdłużej kampanii społecznych, promujących zdrowe odżywianie - "Pij mleko! będziesz wielki".

Programy komputerowe w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi umysłowo
Dla wielu z nas (w zasadzie dla większości) programy komputerowe służą przede wszystkim do konkretnych celów: nagrywanie płyt, obróbka fotograficzna zdjęć czy też ich przeglądanie. Takie programy ułatwiają nam życie, są pomocne. Jednak dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo mają one znacznie większe znaczenie.

Dziecko w mediach
W mediach coraz częściej mamy do czynienia z młodymi aktorami, statystami reklam , małymi gwiazdami, które nie osiągnęły 15 lat. Jak wpływa to na ich życie prywatne, relacje z rówieśnikami?

Postęp techniczny furtką do normalnego życia
W jaki sposób nowa technika ułatwia funkcjonowanie osobom niepełnosprawnym ruchowo.

Kreskówki - uczą, czy demoralizują?
W dzisiejszych czasach, większość rodziców nie interesuje się tym jakie bajki oglądają ich dzieci.Często ich rola ogranicza się tylko do tego by włączyć swoim pociechom telewizor.

Nie ma kaleki, jest człowiek
Czyli jak to Maria Grzegorzewska zaczęła temat, że należy oswajać innych z niepełnosprawnością...

Media a kształtowanie opinii
Billboardy, ulotki, gazety, reklamy, programy telewizyjne, audycje radiowe i internet - na każdym kroku do naszej świadomości docierają nowe wiadomości, bombardowani jesteśmy dziesiątkami, a nawet setkami informacji. Ale czy kiedykolwiek zastanawialismy się jak to wpływa na nasze opinie, zachowanie i światopogląd?

Ten tekst, autorstwa Grzegorza D. Stunża jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

 
Free Web Hosting | Top Web Host